(U)Baw sie poprzez animaloterapię

Pojawiła się nowa publikacja dotycząca zooterapii. Ponownie mieszkanki Łodzi postanowiły podzielić się swoją wiedzą z tego zakresu.

Już na samym początku w „kilku słowach o animaloterapii” można przeczytać, że „część programów terapeutycznych propagujących animaloterapię bazuje na pracy ze zwierzęciem przez zabawy z nim, obcowanie, sprawowanie nad nim opieki. Ale są i takie, które wykorzystują zwierzęta w typowej pracy terapeutycznej.”

Czym jest owa typowa praca terapeutyczna, która nie bazuje na zabawach, opiece, nawiązywaniu więzi?

Umieszczona definicja wyjaśnia też, że „ dogoterapia to jedna z form animaloterapii polegająca na pracy z pomocą psów. W wyniku przeprowadzonych badań stwierdzono, że psy doskonale spełniają warunki stawiane zooterapii. W 1964 roku amerykański psycholog Borys Levision (sic!) wyodrębnił ten dział, nazywając go dogoterapią (…)” oraz , że celem „zabaw i ćwiczeń prowadzących do wzajemnego poznania i nawiązania więzi miedzy dzieckiem i zwierzęciem” jest „stworzenie sytuacji rozwijających kontakty społeczno-emocjonalne poprzez bezpośrednie doświadczenia dziecka ze zwierzęciem”. Wśród „ćwiczeń pozwalających na poznanie własnych rąk, doświadczanie dotyku, kontaktu za ich pomocą” można znaleźć kilka „zabaw zmysłowych”, m.in: „wyczuwanie wybranych części ciała zwierzęcia przez głaskanie ich, dotykanie, uderzanie o nie lekko palcami (jedna ręką, obiema na przemian,jednocześnie); poklepywanie; opukiwanie; delikatne głaskanie ciała dziecka np. końcem ogona”. Można też „poznawać i wyczuwać plecy i pośladki” poprzez : „leżenie plecami, opierając się o zwierzę, np.psa; próby przesuwania zwierzęcia własnymi plecami” , a „brzuch” przez: „leżenie na brzuchu obok zwierzęcia lub na nim”. A „wspólny relaks i odpoczynek” najlepiej odbyć „leżąc na zwierzęciu”

Pozostała część, to propozycje (zebrano bogaty zbiór nawet ciekawych zadań), które mogą się obyć bez „bezpośredniego” udziału psa.

W książce podkreślono też, że "pierwszym, a zarazem najistotniejszym elementem podjęcia działań dogoterapeutycznych, jest przygotowanie psa. Idealne rozwiązanie to przygotowanie psa z miotu, który jest w tym kierunku kojarzony. rodzice (pies i suka) pracujący w dogoterapii to optymalny wybór do skojarzenia (...) Jeśli nie mamy takiej możliwości, sprawdzamy rodziców, kierując się ich brakiem agresji, łatwością nawiązywania kontaktu z człowiekiem, chęcią do pracy, łatwością przyswajania wiedzy, poziomem strachu, odwagi i innych cech".

Jak na rok 2012, dostępną literaturę przedmiotu, możliwość uczestniczenia w różnorodnych formach kształcenia z zakresu kynologii, zooterapii oraz dotychczasową działalność wydawniczą Autorek – poziom tej publikacji mocno rozczarowuje.

Zabrakło wiedzy, zwyczajnej dokładności w dotarciu do rzetelnych opracowań, czy też zwykłym przepisywaniu.

Ale to, że Autorki czerpały z doświadczeń fundacji Ama Canem wiele jednak wyjaśnia…

kubraczki terapeutyczne

Nie sadzę, że przy wciąż funkcjonującym wyobrażeniu, że terapia kontaktowa polega na macaniu psów, ktoś skorzysta z pomysłu na tekst na kubraczku (tu wersja dla kopytnych)
A może się mylę?

dopasuj

cześć teoretyczna - wkrótce.
wykonanie: należy przygotować parzystą liczbę butelek plastikowych 0,5 l (sugeruje po coli, są dość wytrzymałe). Najlepiej od 10-19. Liczbę należy dostosować do możliwości dziecka, ale taż należy zadbać o to, by zabawa nie trwała zbyt długo.
Do środka każdej pary butelek wkładamy identyczne przedmioty (korale, kasztany, klocki). Jeden zestaw wręczamy dziecku, drugi rozrzucamy po sali. Pies aportuje butelki a zadanie dziecka polega na dopasowaniu ze względu na zawartość pary.
Zadanie można utrudnić i wykorzystać percepcję słuchową.
W tym celu należy zgromadzić parzystą liczbę butelek po jogurtach . W każdej parze umieszczamy identyczne przedmioty. W tym przypadku szczególnie należy zadbać o ich identyczność. I podobnie jak w poprzednim ćwiczeniu, pies przynosi butelkę, dziecko nią potrząsa i stara się potrząsając butelki z jego zestawu dopasować pary. Miłej zabawy!

(Nie)bezpieczny "naleśnik"

(Nie)bezpieczny żółwik czyli jak uchronić dziecko przed atakiem psa

Włodzimierz Cioć

Zajęcia edukacyjne dla dzieci uczące postępowania przy spotkaniu obcego psa są potrzebne w naszym kraju, gdzie często spotykamy zwierzęta biegające samopas. Częstym elementem zajęć jest nauka postawy ochronnej tzw. żółwika. Czy słusznie?

Powyższe wady spowodowały, że w 2004 r. w Fundacji „Właśnie tak!” opracowano i stosowano inną postawę - naleśnik. Jest ona zdecydowanie prostsza. Należy mocno przylgnąć do podłoża całym ciałem: położyć się na brzuchu czołem dotykając podłoża, złączyć nogi, spleść ręce na karku palcami do wewnątrz, przedramionami osłonić uszy i policzki. I to wszystko! Naleśnik nie ma wad żółwika:

1. Naleśnik jest stabilny. Pies nie ma szans odwrócenia nas twarzą i brzuchem do góry. Jeśli spróbuje, a będzie dostatecznie duży aby mu się to udało, to możemy odstawić w bok nogę blokując taką możliwość. Lepiej więc są chronione wrażliwe części ciała: brzuch, twarz i uszy oraz kark i gardło.

2. Pozycja leżenia na brzuchu jest pozycją naturalną. Możemy w niej pozostawać bez ruchu tak długo, aż pies straci nami zainteresowanie lub nadejdzie pomoc. Nawet w przypadku kąsania i odruchowych ruchów kończyn pozycja zachowuje swoje walory ochronne i łatwo jest do niej powrócić przyciskając nogi do siebie czy przedramiona do policzków.

3. Pozycję naleśnika przyjmiemy zdecydowanie szybciej niż żółwika. Jest prostsza i nie wymaga specjalnego ćwiczenia, aby szybko paść plackiem na ziemię. Potem wystarczy jedynie pokazanie i objaśnienie jak muszą być ułożone ręce oraz, że nogi muszą być złączone, aby dziecko mogło szybko stać się "naleśnikiem".

Dodatkową zaletą naleśnika jest możliwość powolnego przemieszczenia się (pełzania) w bezpieczniejsze miejsce gdy pies na chwilę straci zainteresowanie i oddali się. W tym przypadku nie następuje istotna zmiana postawy, a powolne ruchy mniej zwracają uwagę psa. Bez problemu możemy też powrócić do nieruchomego naleśnika gdy pies dostrzeże nasz ruch. Żółwik nie daje takich możliwości.

Polskie Towarzystwo Kynoterapeutyczne zaleca aby w trakcie zajęć Edukacja z Psem (EP) typu „Bezpieczny kontakt z psem” uczyć dzieci naleśnika. W sytuacji rzeczywistego zagrożenia on sprawdzi się najlepiej.

Pobrano: Wiadomości24.pl

***

Zrozumienie, kiedy i w jaki sposób ludzie zostają pogryzieni przez psy, może do­starczyć nam informacji o czynnikach ryzyka i pomóc uświadomić sobie kwestie bezpieczeństwa związane z psami i agresją.

W1998 roku Program Zapobiegawczy i Raportujący Obrażenia Szpitali Kanadyjskich (CHIRPP - Canadian Hospitals Injury Reporting and Prevention Program) opublikował wyniki obszernych badań nad raportami z pogryzień przez psy w Kanadzie w 1996 roku. Odnotowano 1237 takich przypadków, co stanowiło 1 proc. wszystkich obrażeń doznanych z różnych przyczyn w tym roku (baza danych CHIRPP, 1999). Dane te można krótko podsumować: dzieci pomiędzy 5. a 9. rokiem życia doświadczyły największej liczby pogryzień (28 proc.), chociaż przypadki pogryzień dzieci w wieku 10-14 lat (23,6 proc.) i 2-4 lat (22,1 proc.) też były liczne. Najwięcej wypadków (65,2 proc.) spowodowały psy należące do osób z bliższej i dalszej lub też zaprzyjaźnionej rodziny. Najwięcej przypadków (35,1 proc.) dotyczyło psów przyjaciół, znajomych, sąsiadów czy krewnych. Wiele wypadków (34,2 proc.) miało miejsce w domu osoby pokrzywdzonej, a 30,3 proc. wydarzyło się w domu innych osób. Do pozostałych pogryzień doszło poza domem. Ataki nastąpiły, gdy ofiara bawiła się z psem (17,5 proc.), karmiła go (18,5 proc.), dokuczała mu bądź go karała (13,5 proc.). Większość wypadków miało miejsce wieczorami (32 proc.), w weekendy (37,1 proc.) lub latem (37,7 proc.).

Karen Delise napisała ciekawą książkę na temat śmiertelnych ataków, których sprawcami były psy w Stanach Zjednoczonych. Delise zauważyła, że dzieci należą do grupy ryzyka, gdyż często są pozostawiane same z psami i nie rozumieją sygnałów ostrzegawczych wysyłanych przez psy. Co więcej, zachowanie dzieci jest bardzo pobudliwe. Wysokotonowe, powtarzające się piski, które wydają dzieci, niektórym psom mogą przeszkadzać, a u innych wyzwalać zachowania łowieckie.

76 proc. ataków śmiertelnych ma miejsce na terenie właściciela lub na terenie psa. Nie dziwi to o tyle, że jest to miejsce, gdzie pies przebywa najczęściej. W rzeczywistości pies znajduje się na swoim terytorium przez ponad 76 proc. czasu. Równoważy to fakt, iż pies spotyka więcej osób, gdy znajduje się poza swoim terenem. W 25 proc. ataków śmiertelnych biorą udział psy trzymane na łańcuchach, w 25 proc. - psy biegające luzem na swoim terenie, a w 23 proc. - psy pozostające w domu. Dane na temat osób, które zostały zagryzione przez swoje psy w domu, sugerują, że zwierzęta te zostały niedawno nabyte. Stres związany z nowym otoczeniem może obniżyć próg reakcji. Co więcej, wielu osobom wydaje się, że skoro nowy pies stał się członkiem rodziny, to powinien odczuwać więzi rodzinne. W rezultacie ludzie pozwalają, aby nowy pies, prawdopodobnie o nieznanej przeszłości, miał dostęp do dzieci bez nadzoru. Mimo iż obrażenia powstałe w wyniku pogryzień przez psy nie są bardzo częste (Bradley, 2005), należy podejmować stosowne kroki, aby zmniejszyć ryzyko.

Rejestry pogryzień wskazują, że pewne grupy są bardziej narażone niż inne. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, jak uniknąć agresywnych zachowań u psów. ( za Onet.pl )

Z badań Janis Bradley wynika, że większe niebezpieczeństwo niż psy stwarzają schody, urządzenia kuchenne, 20-litrowe wiadra, wanny, wózki dziecięce, kuchenki, kable lamp, stoliki narożne, choinki bożonarodzeniowe, balony lub choćby pantofle. Ryzyko śmierci w wyniku pogryzienia wynosi według Bradley 1 do 18 000 000, co znaczy, że możliwość trafienia szóstki w lotto jest dwa razy większa, a prawdopodobieństwo śmierci przez uderzenie piorunem jest pięć razy większe.

Jednak redaktor widzi to zupełnie inaczej, a przedstawione przez niego procedury pod kryptonimem „Naleśnik” żywcem zaczerpnięto z „Procedury wobec ataku terrorystycznego – odpowiednie przygotowanie i skuteczne reagowanie w celu minimalizowania skutków tragedii”, cytuję:

nie prowokować ich do użycia siły lub broni,

nie wykonywać gwałtownych ruchów, zachowywać się spokojnie, a o każdym zamiarze zmiany miejsca lub położenia /o ile to jest konieczne/ uprzedzać napastników/,

nie ulegać panice /nie krzyczeć, nie płakać, nie histeryzować/,

nie atakować napastników /poza oczywistymi przypadkami posiadania fizycznej lub liczebnej przewagi, kiedy środki posiadane przez napastnika nie mogą spowodować większych szkód, zwłaszcza dla życia i zdrowia interweniujących osób/,

nie wpatrywać się uporczywie w napastników, unikać ich wzroku,

zajmować w miarę możliwości miejsca poza działania napastników i poza drogami ich przemieszczenia się, zwłaszcza odwrotu, wykorzystując wszelkie możliwe zasłony /np. meble/,

w przypadku szturmu na obiekt antyterrorystów, pozostać na miejscu, chronić cały czas twarz /drogi oddechowe/, pierś i brzuch, a w ręce trzymać splecione na karku.

Ale ja jakoś nie odnotowałam przypadków organizowania zajęć dla przedszkolaków (uczniów i innych osób) o takiej tematyce.

A wystarczy kilka prostych strategii:

Mądre dziecko: dziecko należy nauczyć właściwych zachowań wobec psów- nauczyć nie tylko rezerwy wobec obcych zwierząt, ale i zachowań ułatwiających porozumienie z domowym, dobrze wychowanym psem. Nauczyć jakie zachowania pies odbiera jako przyjazne, a jakie gesty mogą być przykre, niepokojące, czy grożące dla zwierzęcia,

Mądry rodzic: Małe dzieci nigdy nie zostają same ze zwierzęciem ani nie bawią się z nim bez kontroli dorosłych.

Mądry właściciel: Szczeniak prowadzony bezstresowo, nie nauczony rozumienia jakiegokolwiek zakazu, od którego nie wymaga się współpracy ani podporządkowania człowiekowi, wyrasta na psa zdeprawowanego brakiem wychowania, brakiem nagradzanego zajęcia. Żyje w tym samym domu, w tym samym mieszkaniu, ale nie w rodzinie ludzkiej -lecz obok. Jeśli podobnie, bez żadnej kontroli, dorasta w domu dziecko, konflikt jest niemal zagwarantowany.(Z.M.)

Mądry hodowca: - jeśli wśród przodków któregokolwiek psa, niezależnie od rasy, przeważały zwierzęta pobudliwe, łatwo demonstrujące, a z trudem hamujące zachowania agresywne, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo takich samych cech u potomstwa. To człowiek mógłby zdecydować o rozmnażaniu tylko takich psów, które wyróżniają się zrównoważeniem, zachowaniami socjalnymi, zdolnością hamowania agresji tak wobec pobratymców, jak i ludzi wychowujących zwierzę.(Onet.pl)



Upośledzenie percepcji społecznej

Lubię mówić o niczym.
Jest to jedyna rzecz, na której się znam.
(George Bernard Shaw)

Samorodny "reporter" największego serwisu dziennikarstwa obywatelskiego postanowił przybliżyć mieszkańcom naszego globu wszelkie zjawiska związane z zooterapią.
(Cóż za siła słowa !)
Pomimo informacji z wielu źródeł, wciąż tkwi w błędzie i utrzymuje, że akurat na ten temat wie najwięcej. Przypomina mi on jednego ze znajomych, który najlepiej ze wszystkich krawców kroił krawaty. Przy każdej nadarzającej się okazji lub też bez niej objaśniał nam - jak sądził - skomplikowany technologicznie proces wycięcia krawata. Znajomy jest schizofrenikiem.
To co ich jednak zdecydowanie odróżnia, to to, że znajomy jest krawcem, a "reporter" zooterapeutą nie.

Język definiuje człowieka. Konstytuuje jego obraz. Wydajemy opinie o ludziach zaraz po tym jak otwierają usta i wydobywają z siebie kilka dźwięków.

Dlaczego osoby wypowiadające się publicznie nie pamiętają o tym, iż dobór słów, i to, w jaki sposób „wyrzucają” je z siebie stanowi wizytówkę ich samych oraz „determinują w dużej mierze społeczne opinie” (chociaż o tym drugim raczej pamiętają) - nie bez powodu dochodzi przecież do nadużyć znaczeń i słów i manipulacji ich wydźwiękiem. (K.Bocheńska)

Czy bycie niegodziwym mówcą w imię dość wątpliwych, wyższych celów stało się akceptowaną normą?

I zapytam w tym miejscu - być może - nieco naiwnie, dlaczego?

Dlaczego nie jest honorem mówić dobrze i prawdziwie? Dlaczego bycie uczciwym mówcą to wyraz utraty instynktu samozachowawczego? Dlaczego mowa przypominająca bezładny bełkot, znaczy czasami więcej niż rzetelne, odpowiedzialne zabieranie głosu? Dlaczego?

Niektórzy jednak – nawet okrywając się blamażem - muszą zabierać głos, by funkcjonować.

A być może zwyczajnie prowokują, bo cierpią gdy nikt do nich lub o niech nie pisze.

Dogo-założenia

Głównym założeniem włączenia psa do zajęć jest nawiązanie relacji miedzy zwierzęciem a pacjentem, wytworzona więź ułatwia nawiązanie kontaktu terapeutycznego z pozostałym zespołem, co powoduje wzrost motywacji do ćwiczeń, tym samym wydłuża się efektywna praca korekcyjna (B.L.Macauley, 2006).

Dogo - to metoda aktywizowania osób poprzez udział odpowiednio przygotowanego psa
w celu wspomagania procesu przywracania im pełnej lub możliwej do osiągnięcia sprawności fizycznej i psychicznej oraz opanowanie umiejętności zapewniających im aktywne funkcjonowanie w codziennym życiu społecznym (Kulisiewicz, Włodarczyk-Dudka)

skłonność do akceptacji tez niepopartych faktami

Jedna z moich przyjaciółek od dawna twierdzi, że leżenie na psie przynosi korzyści terapeutyczne i relaksuje, a zakładanie psu ludzkich ozdób do włosów na uszy czy ogony usprawnia dziecięce dłonie, nie szkodząc przy tym ”odczulonemu” psu (sic!) i pozostając bez negatywnego wpływu na rozwój dziecięcej empatii.

Trwa w tym przekonaniu wbrew obfitości literatury wykazującej brak jakiegokolwiek związku męczenia psów z terapią dzieci.

Nie jest ona osamotniona w swych poglądach – jest jeszcze kilku propagatorów dogo/kynoterapii, którzy wierzą w cudowną moc polegiwania na zwierzętach.

Ten paradoks sięga głębiej. Moja przyjaciółka utrzymuje bowiem, że ma zaufanie do naukowców i profesjonalistów oraz świadomość, że terapia nie może polegać na męczeniu zwierząt (a nawet się od tego odcina).

Dlaczego więc deklaruje, że ufa badaczom, a jednocześnie nie podziela ich opinii w konkretnych sprawach?

Niektórzy takie zachowania przypisują niskiemu poziomowi edukacji, argumentując, że gdyby w szkołach więcej czasu poświecono naukom ścisłym i przyrodniczym, dzieci nauczyłyby się doceniać wartość naukowych sądów dotyczących szczepionek, zmian klimatycznych, ewolucji czy zachowań zwierząt. Ale to mniemanie jest błędne . U osób, które są lepiej obeznane z kwestiami naukowymi, stopień zaufania do naukowców jest tylko nieznacznie wyższy.

Zrozumienie podstaw naukowych wielu istotnych kwestii wymaga specjalistycznej wiedzy – o wiele głębszej niż ta, którą uczniowie mogliby zdobyć w szkole podstawowej lub średniej.

Należałoby więc podejść do tego problemu bardziej bezpośrednio i wskazywać ludziom przede wszystkim, skąd bierze się ich skłonność do akceptacji tez niepopartych faktami.

Wszyscy zdają się cenić prawdę. Chcą, by ich przekonania ściśle odzwierciedlały rzeczywistość i zdają sobie sprawę, że nauka jest rzetelną metodą poznawczą. Jednak owo pragnienie prawdy koliduje z innymi motywacjami, w tym także tymi nieuświadomionymi. Usiłując pogodzić ze sobą racjonalne i irracjonalne motywy własnych przekonań, ludzie opanowali do perfekcji zdolność samooszukiwania się . Chcąc postrzegać się jako istoty racjonalne, wynajdują argumenty przemawiające za tym, że ich przekonania są prawdziwe.

Laicy często odrzucają niewygodne dla nich ustalenia nauki, argumentując to jej zmiennością. W nauce dochodzi jednak do rewizji ważnych teorii, nauka nie jest domeną niezmiennych praw , lecz tymczasowych wyjaśnień. (Świat Nauki, 2011)

Gotowość ludzi do zmiany przekonań na podstawie nowych danych, stanowi źródło siły, a nie słabości.

Nauka nie jest jedynym sposobem poznawania, porządkowania i objaśniania naszych doświadczeń. Jednak w dochodzeniu do prawdy sprawdza się znacznie lepiej od ślepej wiary.

PS. W dyskusji przed laty, gdy podtrzymywałam wymóg posiadania wyższego wykształcenia do prowadzenia zajęć, moi adwersarze utwierdzali mnie wtedy w przekonaniu, że posiadanie tytułu magistra nie jest gwarantem profesjonalizmu. Dzisiaj, obserwując poczynania mojej przyjaciółki i jej poddanych, muszę przyznać im rację.